LIFESTYLE

Weź coś poczuj!

Po tygodniowej przerwie, w mój ulubiony dzień tygodnia (poniedziałek), ruszyłam z ciężką głową i niewielkim zapasem energii oraz chęci, żeby pobiegać. Te małe początki, tak samo, jak te wielkie, nie przychodzą mi zwykle lekko. Szczególnie jeśli przez ostatnie 4 dni bez opamiętania zapychałam się cukrem pod różnymi postaciami. No więc… było ciężko.

Matka grawitacja ściągała mnie do dołu, kiedy tylko chciałam niczym gazela biec lekko i z życiem. Zamiast tego rysowałam brodą po betonie i potykałam się o wystające korzenie drzew. Istnieje prawdopodobieństwo, że nie wyglądałam na tak zaprawioną w bojach biegaczkę, jakbym chciała, mimo wszystko poczułam, że żyję. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pozbyłam się bólu głowy, z którym walczyłam od tygodnia i poczułam przypływ energii, która zwykle ze mnie ulatuje, kiedy przez dłuższy czas nie ruszam tyłka z krzesła. Najtrudniej jest zacząć, ale kiedy przetrwasz etap: „pieprzyć to, wracam do domu”, czeka Cię nieogarnięta radość, kiedy wypluwając płuca, poczujesz, jak pot spływa Ci po plecach. Wtedy już nie ma odwrotu, po prostu czujesz to i biegniesz przed siebie. Na koniec tej walki, jak mam w zwyczaju, rzuciłam się na trawę (no bo nie mogę powiedzieć, żebym z gracją usiadła). Korzystam z tego, że ptaki jeszcze śpiewają, a pogoda pozwala bezkarnie posiedzieć w lesie w towarzystwie flory i fauny wyglądającej zza krzaka i odrywam się od problemów dnia codziennego.

No dobra, jest grono osób, które biegania nie znosi. Nie namawiam, to po prostu trzeba czuć. Zachęcam za to: weź coś poczuj! Znajdź zajęcie, które Cię orzeźwi, otrzeźwi, naładuje baterie i pozwoli pozbyć się napięcia w mięśniach i bólu w głowie. Znajdź kilka chwil, żeby wygrzebać się z korporacyjnego zawodowego szamba i po prostu cieszyć się wolnym dniem.

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.